wtorek, 22 lipca 2014

28 wrzesień 2013 - Czerwone Wierchy, Ścieżka nad Reglami



 Czerwone  Wierchy  są  jednym  z  tych  miejsc,  o  których  z  całą  pewnością  nie  wypowiem  się  obiektywnie.  A  to dlatego,  że  już  przy  pierwszym  moim  spotkaniu  z  nimi,  uznałam  je  za  jeden z  najpiękniejszych  regionów  polskich  Tatr.  Być  może  stało  się  tak  za  sprawą  ciepłej,  złotej  polskiej  jesieni,  która  wtedy  pokrywała  zbocza  Wierchów  całą  paletą  swoich  barw  -  od  miodowej  poprzez  rudości,  aż  po  kasztanowy  brąz  -  a  słońce  świetlistymi  refleksami  dodatkowo  podkreślało  głębię  kolorów.  W  każdym  razie  ta  jedna  wędrówka  wystarczyła,  bym  "jesienne  Czerwone  Wierchy"  wpisała  obok  "wiosennych  krokusów"  do  kanonu  swoich  corocznych,  obowiązkowych  wędrówek,  tworzących  taką  małą,  tatrzańską  tradycję.
Wyruszając  po raz  kolejny  na  szlak,  spodziewałam  się  zobaczyć  obrazy  podobne  do  ubiegłorocznych,  a  jednak  Wierchy  postanowiły  mnie  zaskoczyć  i  tym  razem  kolorowe  pejzaże  urozmaicone  były  srebrzystym  szronem  i  białymi  plamami  śniegu.  Okazało  się,  że  sit  skucina,  źdźbła  traw  i  gałązki  borówki  zamknięte  w  lodowym  krysztale  potrafią  dodać  skrzydeł  i  nie  trzeba  wcale  Red Bulla,  by  odlecieć. :)  Zauroczona  tym  widokiem,  stwierdziłam,  że  natura  ludzka  jest  jednak  zachłanna  -  już  wtedy  przemknęła  myśl  o  kolejnej  jesieni  i  o  tym,  jakie  jeszcze  oblicze  mi  te  Czerwone  Wierchy  w  przyszłości  pokażą? 
Tradycyjnie  już  wędrówkę  grzbietem  Czerwonych  Wierchów  odbywam  ze  wschodu  na  zachód  wraz  z  wędrującym  słońcem,  a  jej  początek  wyznacza  wznosząca  się  na  2005 m n.p.m.  Kopa  Kondracka,  do  której  docieram  od  strony  Przełęczy  pod  Kondracką  Kopą  (z  Kuźnic  niebieskim  szlakiem  do  schroniska  na  Hali  Kondratowej  i  następnie  zielonym  na  Przełęcz).  Dalej  podążam   poprzez  leżący  na  2096 m n.p.m.  Małołączniak,  prowadzący  na  najwyższy  z  Czerwonych  Wierchów,  którym  jest  mająca  2122 m n.p.m. Krzesanica.  Ostatnim  etapem  tej  wędrówki  jest  2096 m n.p.m. i  Ciemniak,  z  którego  roztaczają  się  wspaniałe  widoki  na  pozostałe  trzy  Wierchy  oraz  Tatry  Wysokie  w  tle.  

 Nazwę  swoją  Czerwone  Wierchy  zawdzięczają  porastającej  je  sit  skucinie,  a  właściwie  jej  barwie,  która  z  końcem  lata  nabiera  odcienia  żółtego,  by  jesienią  osiągnąć  barwę  rudo-czerwoną.  Ta,  wydawać  by  się  mogło,  niepozorna  "trawiasta"  roślina,  w  rzeczywistości  będąca  przyrodniczym  malarzem,  ma  tutaj  wręcz  idealne  warunki  do  życia,  a  zapewniają  je  skały  osadowe,  łupki  i  granity.  Wierchy  wchodzące  w  skład  pasma  oddzielone  są  od  siebie  Przełęczami:  Małołącką,  Litworową  i  Mułową.  Od  strony  polskiej  ich  stoki  opadają  ku  Dolinom:  Kondratowej,  Małej  Łąki,  Litworowej,  Mułowej  i  Tomanowej,  od  strony  słowackiej  ku  Dolinie  Cichej.  

 Na  Czerwone  Wierchy  od  polskiej  strony  prowadzą  cztery  szlaki  -  dzięki  temu  długodystansowcy  mogą  przejść  przez  Wierchy  jednym  ciągiem,  a  zwolennicy  krótszych  wędrówek  mogą  na  każdy  z  Wierchów  dotrzeć  podczas  osobnej  wycieczki.  Jedynie  Krzesanica  dostępna  jest  wyłącznie  jako  kontynuacja  szlaku  biegnącego  od  strony  Ciemniaka  lub  Małołączniaka,  aczkolwiek  nie  jest  to  duża  odległość  i  warto  ją  pokonać  choćby  dla  charakterystycznych  kopczyków  kamieni  pokrywających  jej  szczyt.  Kopczyki  układane  są  jako  forma  oznaczenia  szlaku,  gdy  brak  innych  oznaczeń,  jednakże  te  "krzesanickie"  mają  raczej  charakter  symboliczny  -  mogą  być  śladem  czyjejś  wędrówki,  pomnikiem  pamięci  o  kimś  zmarłym,  rodzajem  podziękowania  (modlitwy)  za  możliwość  dotarcia  na  szczyt.     
 Najbardziej  łagodnym  szczytem  wśród  Wierchów  jest  Kopa  Kondracka,  która  w  przeszłości  wykorzystywana  była  do  wypasu  owiec.  Jest  bardzo  dobrym  punktem  widokowym,  jeśli  chcemy  spojrzeć  w  kierunku  Goryczkowej  Czuby,  Kasprowego  Wierchu  i  Tatr  Wysokich  ze  Świnicą  na  pierwszym  planie.  W  okolicy  Przełęczy  Małołąckiej  pomiędzy  Kopą  i  Małołączniakiem  na  wysokości  Wyżniej  Świstówki  można  zauważyć  pozostałości  dawnego  szlaku  turystycznego,  obecnie  wyłączonego  z  ruchu  turystycznego  i  wykorzystywanego  czasami  przez  grotołazów  jako  perć  podejściowa  do  jaskiń.  To  właśnie  na  obszarze  Czerwonych  Wierchów  zlokalizowane  są  najgłębsze  polskie  jaskinie  -  Wielka  Śnieżna  Jaskinia  (776 m  gł.)  oraz  Śnieżna  Studnia  (730 m gł.).  Otwory  tych  jaskiń  kryje  Małołączniak,  a  dokładnie  jego  północno - wschodnie  stoki.  

 Czerwone  Wierchy  umożliwiają  eksploatację  nie  tylko  piechurom  i  grotołazom,  ale  również  taternikom  -  Drogę  Mroza  w  ścianie  Wielkiej  Turni  (Małołączniak),  Drogę  Nowińskich  w  ścianie  Ratusza  Mułowego  (Krzesanica)  i  Direttissimę  północnej  ściany  Kazalnicy  Miętusiej  (Ciemniak).

 Przy  okazji  tejże  wędrówki  przez  Czerwone  Wierchy  warto  wspomnieć  o niedocenianej  Ścieżce  nad  Reglami,  na  którą  trafiłam  w  drodze  powrotnej,  jako  że  lubię  robić  "pętelki",  aby  nie  wracać  tym  samym  szlakiem.  Ścieżka  ta  prowadziła  mnie  od  rozwidlenia  szlaków  czerwonego  (prowadzącego  z  Doliny  Kościeliskiej  na  Ciemniak)  i  zielonego  (Dolina  Kościeliska - Kiry)  poprzez  Przełęcz  Przysłop  Miętusi  i  Przełęcz  w  Grzybowcu  aż  do  Drogi  pod  Reglami  i  ulicy  Strążyskiej.  Trasa  pokazała  walory  Doliny  Miętusiej,  Skoruśniaka,  Dolin  Grzybowieckiej  i  Strążyskiej,  tym  samym  zachęcając  do  szerszego  zapoznania  się  ze  Ścieżką  nad  Reglami  w  przyszłości.

 Co  istotne  przy  planowaniu  wędrówek  (zwłaszcza  jednorazowych,  całym  pasmem),  grzbiet  Czerwonych  Wierchów  jest  terenem  mocno  otwartym,  pozbawionym  schronisk,  które  znajdują  się  w  znacznych  odległościach  od  pasma  -  od  zachodu  jest  to  schronisko  Ornak  (około  2 godz  45 min  drogi  ze  szczytu  Ciemniaka),  od  wschodu  schronisko  na  Hali  Kondratowej  (około  1 godz  drogi  ze  szczytu  Kopy  Kondrackiej).  O  ile  w  przypadku  wycieczki  na  samą  tylko  Kopę  Kondracką  i  nagłego  załamania  pogody  mamy  szansę  na  szybsze  zawrócenie  i  dotarcie  do  bezpiecznego  miejsca,  o  tyle  będąc  na  pozostałym  odcinku  pasma,  zdani  jesteśmy  raczej  na  łaskę  losu.  Należy  o  tym  pamiętać  już  na  etapie  planowania,  wybierając  dni  z  dużym  prawdopodobieństwem  dobrej  pogody  i  być  dobrze  wyposażonym  w  cieplejszą  i  przeciwdeszczową  odzież  oraz  zapas  jedzenia  i  wody  (szczególnie  latem,  gdy  pogoda  lubi  się  zmieniać  z  upalnej  w  burzową).

poniedziałek, 14 lipca 2014

6/7 czerwiec 2014 - Chłosta Beskidzka - RELACJA w obiektywie Kasi



 Beskidzka  wędrówka  na  osiem  łap,  czyli  Ona  jedna  i  ich  dwóch  -  Kasia,  Paweł  i  Bazyl.  Tym  razem  na  szlak  wyruszyli  pod  banderą  Watra  Team,  a  Kasia,  pomimo  iż  była  na  Chłoście  jedyną  reprezentantką  naszego  blogowego  zespołu,  godnie  stawiła  czoła  wyzwaniu  i  zadanie  wykonała.  Jesteśmy  dumni  i  gratulujemy  całej  trójce  -  także  najmniejszemu  uczestnikowi  wędrówki,  który  mimo  tego,  że  miał  więcej  łap,  nie  miał  wcale  łatwiej  i  dzielnie  zniósł  "chłościane"  trudy.
 Nagrodą  za  zmęczenie  dla  całej  trójki  była  pogoda  sprzyjająca  pięknym  widokom  na  pokonywanej  trasie,  poznanie  ciekawych  ludzi  w  trakcie  przemierzania  Beskidów,  relaks  na  zielonym  dywanie  utkanym  ze  świeżej,  czerwcowej  trawy  i  wspomnienia,  których  nikt  im  nie  odbierze,  a  nie  jeden  pozazdrości. :)  

ZDJĘCIA


poniedziałek, 2 czerwca 2014

ZAPRASZAMY - piątek 6 czerwiec - Chłosta Beskidzka

 Nie  jesteśmy  wprawdzie  organizatorami,  ale  jako  uczestnicy  zapraszamy  wszystkich  chętnych  do  wędrówki  łączącej  Beskid  Śląski  z  Beskidem  Żywieckim.  Wyruszamy  w  najbliższy  piątek -  6  czerwca  o  godz.  17:00  ze  schroniska  Skrzyczne.

 Jeśli  ktoś  zdecyduje  się  na  udział,  można  tutaj  poruszać  wszelkie  istotne  kwestie,  m.in.  transportu  i  dołączenia  do  naszej  grupy,  gdyby  ktoś  chciał  iść,  a  nie  będzie  miał  towarzystwa.

 Poniżej  link  do  wydarzenia  utworzonego  przez Organizatora  na  wszechobecnym  facebook-u :)

 Znajdziecie  tam  szczegóły  akcji  -  wytyczne  organizacyjne  jak  również  przebieg  trasy  oraz  zdjęcia  ze  szlaków,  którymi  wiedzie  trasa.

https://www.facebook.com/events/580530035350238/651144241622150/?notif_t=plan_mall_activity

21 wrzesień 2013 - Księża Góra (grzybobranie)


 Aż  kusi,  by  dodać:  i  tylko  grzybów  brak...  Niestety  w  przeciwieństwie  do  poprzedniego  roku,  rok  2013  nie  obfitował  w  okazy  jadalne  i  tym  razem  kosze  i  plecaki  wróciły  do  domów  prawie  puste.  Na  pocieszenie  udało  się  uchwycić  kilka  ładnych  widoków  i  napotkanych  po  drodze  małych  gospodarzy  lasu.  A  droga  wiodła  nie  przez  góry  wysokie,  lecz  w  Beskidzie  Wyspowym,  z  miejscowości  Wiśniowa  szlakiem  na  Księżą  Górę,  wznoszącą  się  na  649 m.n.p.m.  Księża  Góra  należy  do  pasma  Ciecienia,  na  jej  wierzchołku  usytuowana  jest  wieża  widokowa  -  akurat  w  czasie  naszej  wędrówki  nieczynna  z  powodu  kiepskiego  stanu  konstrukcji  i  zagrożenia  zawaleniem.  Znów  na  pocieszenie  :)  obok  wieży  znajduje  się  kilka  ławeczek,  na  których  można  przysiąść  i  delektować  się  ciszą.  Jest  też  mały  ołtarzyk.
 Widoki  z  wieży  nie  są  bardzo  okazałe,  gdyż  sporo  zasłaniają  korony  drzew,  jednak  w  złotawych,  jesiennych  barwach  i  ten  "liściasty  parawan"  ma  swój  urok.  Panoramy,  które  można  zobaczyć  przy  dobrej  pogodzie  to  pasmo  Lubomira  i  Łysiny.
 Tutaj  trochę  zdjęć  z  dwóch  ostatnich  lat  -  dla  zachęty,  gdyby  ktoś  miał  ochotę  na  taki  bardziej  dynamiczny  spacer.  No  i  cóż,  nam  pozostaje  poczekać  do  jesieni  i  po  raz  kolejny  spróbować  zapełnić  koszyki.  :)

ZDJĘCIA


05 wrzesień 2013 - Starorobociański Wierch (Kończysty i Trzydniowiański Wierch)



 Podążając  za  wspomnieniami,  tym  razem  docieramy  na  2176  m.n.p.m.  i  Starorobociański  Wierch  -  najwyższy  szczyt  Tatr  Zachodnich,  położony  we  fragmencie  grani  Tatr  oddzielającym  polską  Dolinę  Starorobociańską  od  słowackiej  Doliny  Raczkowej.  Nazwę  swoją  zawdzięcza  pasterzom  liptowskim  i  juhasom  z  Hali  Stara  Robota,  którzy  niegdyś  wypasali  owce  na  zboczach  szczytu  i  w  prowadzących  ku  niemu  dolinach.  Hala  zaś  swą  nazwą  nawiązuje  do  starych,  nieczynnych  wyrobisk  zlokalizowanych  na  jej  obszarze  w  Banistym  Żlebie  i  będących  pozostałością  XVIII - wiecznego  (a  ponoć  i  jeszcze wcześniejszego)  procesu  wydobywania  tutaj  rudy  żelaza.
 Wędrówka  na  Starorobociański  Wierch  była  wędrówką  samotną  [bardziej  pasuje,  choć  gorzej  brzmi  "solową",  bo  samotna  się  w  Tatrach  nie  czuję]  i  zrodziła  się  z  zauroczenia  tatrzańską  jesienią  oraz  chęci  poznania  kolejnego  fragmentu  Tatr.  O  jesieni  tatrzańskiej  słów  więcej  w  kolejnej  relacji,  a  tymczasem  subiektywne  [lecz  poparte  foto-dowodami :)]  stwierdzenie,  iż  jest  ona  jednym  z  piękniejszych  obrazów  natury  i  najlepszą  porą  na  poznawanie  Tatr  Zachodnich,  jeśli  ktoś  poza  nabijaniem  kilometrów  na  szlaku,  lubi  zachwycić  się  tym,  co  wokół  niego  i  przystanąć,  popatrzeć.  A  jest  na  co,  bo  zwłaszcza  przy  słonecznej  pogodzie  ze  zboczy  i  grani  wydobywają  się  różne  odcienie  rudości  -  od  płowiejącej  po  ognistą.  Pięknie  to  kontrastuje  z  błękitem  nieba.
Trasa,  którą  wybrałam,  wiodła  z  Doliny  Chochołowskiej  przez  Dolinę  Starorobociańską  i  Przełęcze:  Siwą,  Raczkową  i  Gaborową.  Niedaleko  za  Polaną  Starorobociańską,  ale  po  drugiej  stronie  potoku  znajduje  się  Polana  Dudówka,  na wprost  której  można  jeszcze  zauważyć  pozostałości  ścieżki  prowadzącej  kiedyś  ku  zachodniemu  stokowi  Ornaku  i  kopalni  miedzi,  srebra  i  pirytu.  Podążając  szlakiem  dalej,  w  stronę  Starorobociańskiej  Równi,  po  prawej  stronie  oglądam  Trzydniowiański  Wierch  i  Kończysty,  po  lewej - pasmo  ornaczańskie.  A  w  końcu  i  cel  wędrówki  -  Starorobociański  Wierch.  Z  Siwych  Turni  bardzo  dobrze  widoczne  są  Wielkie  Jamy  -  strome  urwisko  opadające  w  kierunku  Zagonów  w  Dolinie  Starorobociańskiej.  Na  wierzchołek  wchodzę,  przechodząc  przez  Raczkową  Przełęcz  [z  widokiem  na  Liliowy  Upłaz]  i  dalej  główną  granią.  Ze  Starorobociańskiego  Wierchu  spoglądam  na  słowackie  Doliny  Raczkową  i  Gaborową,  na  Tatry  Zachodnie  z  Błyszczem  na  pierwszym  i  pasmem  Czerwonych  Wierchów  na  drugim  planie,  na  Tatry  Wysokie  w  tle.  Pomiędzy  Starorobociańskim  Wierchem  i  Kończystym  znajduje  się  ciekawy  w  rzeźbie  rów  tektoniczny,  który  mijam  wracając  do  Doliny  Chochołowskiej  przez  Kończysty  Wierch  i  w  dalszej  kolejności  przez  Trzydniowiański,  aż  do  Polany  Trzydniówki.
Cała  trasa  [w  moim  odczuciu]  należy  do  łatwych  i  przyjemnych,  choć  nie  najkrótszych.  Długodystansowcom  powinna  się  spodobać.  :)

ZDJĘCIA


środa, 21 maja 2014

11 sierpień 2013 - Szpiglasowy Wierch



 Zapraszamy  Was  w  Tatry  Wysokie.  Tym  razem  szlakiem  wiodącym  znad  Morskiego  Oka  udaliśmy  się  na  sięgający  2172  m.n.p.m.  Szpiglasowy  Wierch,  który  obecną  nazwę  otrzymał  w roku  1951,  a  wcześniej  znany  był  jako  Gruby  Wierch.
 Ocena  trudności  trasy  to  kwestia  indywidualna  -  w  dużej  mierze  wynikająca  z  dotychczas  zdobytego  doświadczenia  górskiego,  kondycji,  a  nawet  gustu  -  jednak  w  naszym  odczuciu  jest  to  szlak  przyjemny,  pozbawiony  znacznej  ekspozycji  i  już średnio  zaprawionym  piechurom  nie  powinien  sprawić  trudności.  A  naprawdę  warto  poznać  ten  fragment  naszych  Tatr.  Wędrując  spokojnym,  równym  tempem  można  podarować  mięśniom  porcję  ruchu,  a  równocześnie  podziwiać  wspaniałe  widoki,  rozpościerające  się  ze  szlaku  na  różne  partie  i  regiony  tatrzańskie  -  m.in.  Dolinę  Pięciu  Stawów  Polskich,  Dolinę  Ciemnosmreczyńską  i  Dolinę  Koprową.  Oczywiście  im  wyżej  się  znajdujemy,  tym  wokół  nas  jest  piękniej.  O czym  możecie  przekonać  się  sami,  oglądając  fotorelację  zamieszczoną  poniżej.  :)

piątek, 24 stycznia 2014

19 - (20) 21 lipiec - VII Wyrypa Beskidzka - relacja

Letnia  edycja  Wyrypy  Beskidzkiej  udana  była  dla  wszystkich  jej  uczestników,  jednak  niektórzy  z  nich  pokazali,  że  dla  chcącego  (?)  nic  trudnego i  nawet  najbardziej  misternie  ułożony  plan  można  przegibać... :) A  to  za  sprawą  wydarzeń  spod  Przełęczy  Przegibek,  o  czym  poniżej.

Na  starcie  w  Zwardoniu  stanęliśmy  w  dość  licznym  składzie,  który  reprezentowany  był  także  przez  dwa  sympatyczne  czworonogi  -  Airona  i  Nikitę.  Pewien  etap  trasy  przeszliśmy  wspólnie,  potem  grupa  podzieliła  się  na  mniejsze  podzespoły,  by  każdy  mógł  iść  w  tempie,  jakie  mu  odpowiadało.
Po  drodze  zdarzało  nam  się  spotykać  komary,  dla  których  -  ku  naszej  radości  -  nie  stanowiliśmy  jednak  wymarzonego  towarzystwa,  co  zawdzięczaliśmy  skutecznie  działającym  aerozolom  zapachowym.
Nieopodal  Przełęczy  Przegibek  postanowiliśmy,  że  nasza  trójka  robi  kilkugodzinną  przerwę  na  sen,  by  zaraz  po  wschodzie  słońca  ze  świeżą  energią  wyruszyć  w  dalszą  drogę.  Po skonsumowaniu  pierogów  z  jagodami  ułożyliśmy  się  na  ławkach,  gotowi  do  drzemki.  Najwięcej  energii  odzyskała  Julka  zanurzona  w  swoim  śpiworze,  której  nie  przeszkadzały  nawet  odgłosy  burzy  przechodzącej  gdzieś  obok.  Ci,  którym  nie  chciało  się  za  bardzo  obciążać  plecaków  i  zostawili  śpiwory  w  samochodzie  w  Zwardoniu,  mieli  okazję  przekonać  się,  że  lenistwo  nie  popłaca,  a  podwójna  warstwa  odzieży  i  folia  termiczna  są  rozwiązaniem  awaryjnym,  nie  komfortowym.  Najgorzej  nie  było,  ale  sen  mieliśmy  przerywany  rześkością  powietrza.

Gdy  niebo  zaczęło  zmieniać  barwę  z  granatowego  na  niebieską,  zwinęliśmy  nasz  mały  obóz  i  wyruszyliśmy  w  dalszą  drogę  z  zamiarem  zjedzenia  śniadania  w  bacówce  PTTK  na  Wielkiej  Rycerzowej,  od  której  dzieliło  nas  1,5h  marszu.  Nie  wiedzieliśmy  jeszcze,  że  na  rozstaju  szlaków,  przy  tablicy  informacyjnej,  podążymy  szlakiem  czerwonym,  ale  w  zupełnie  przeciwnym  kierunku,  bo  "co będziecie czytać? chodźcie, chodźcie,  później  poczytacie" :)  [tutaj  pozdrawiam  Janka :)]
Śniadanie  zjedliśmy  prawie  3h  od  pobudki,  w  schronisku...  na  Wielkiej  Raczy.  Smakowało  nam  dwa  razy  bardziej,  niż  to,  które  mielibyśmy  zjeść  zgodnie  z  wcześniejszym  zamiarem.
Wiedząc  już,  dokąd  dotarliśmy  i  mając  do  wyboru  dwie  drogi,  by  w  jakikolwiek  sposób  przybliżyć  się  do  celu  naszej  Wyrypy,  od  którego  byliśmy  znacznie  oddaleni,  jednogłośnie  zdecydowaliśmy,  że  możemy  iść  każdą  drogą,  byle  tylko  nie  wracać  tym  samym  czerwonym  szlakiem,  który  nas  do  Wielkiej  Raczy  przywiódł.  Zdecydowaliśmy  się  improwizować  dalej  i  podążyliśmy  żółtym  szlakiem  do  Rycerki  Górnej  Kolonii,  a  stamtąd  do  Rycerki  Dolnej,  gdzie  byliśmy  już  całkiem  rozbawieni  naszą  sytuacją i  skąd  skontaktowaliśmy  się  z  naszą  Kasią  [pozdrawiam  Kasię :)],  która  przesłała  nam  rozpiskę  punktów,  do  których  powinniśmy  podążać  już  zgodnie  z  planem  Wyrypy.
W  Rycerce  wsiedliśmy  do  busa,  dojechaliśmy  do  Rajczy  i  stamtąd  pieszo  wyruszyliśmy  do  Kręcichwostów,  by  trafić  na  szlak  żółty,  który  przez  Halę  Redykalną  zaprowadził  nas  do  schroniska  na  Halę  Lipowską.  W  schronisku  zjedliśmy  pyszną  zupę  pomidorową  i  czerwonym  szlakiem  powędrowaliśmy  ku  Hali  Miziowej,  skąd  blisko  już  było  do  naszego  celu.
W  bazie  na  Polanie  Górowej  spotkaliśmy  część  grupy,  z  którą  wyszliśmy  ze  Zwardonia,  posiedzieliśmy  przy  ognisku  i  razem  udaliśmy  się  w  drogę  powrotną  do  domów.

ZDJĘCIA