poniedziałek, 2 czerwca 2014

ZAPRASZAMY - piątek 6 czerwiec - Chłosta Beskidzka

 Nie  jesteśmy  wprawdzie  organizatorami,  ale  jako  uczestnicy  zapraszamy  wszystkich  chętnych  do  wędrówki  łączącej  Beskid  Śląski  z  Beskidem  Żywieckim.  Wyruszamy  w  najbliższy  piątek -  6  czerwca  o  godz.  17:00  ze  schroniska  Skrzyczne.

 Jeśli  ktoś  zdecyduje  się  na  udział,  można  tutaj  poruszać  wszelkie  istotne  kwestie,  m.in.  transportu  i  dołączenia  do  naszej  grupy,  gdyby  ktoś  chciał  iść,  a  nie  będzie  miał  towarzystwa.

 Poniżej  link  do  wydarzenia  utworzonego  przez Organizatora  na  wszechobecnym  facebook-u :)

 Znajdziecie  tam  szczegóły  akcji  -  wytyczne  organizacyjne  jak  również  przebieg  trasy  oraz  zdjęcia  ze  szlaków,  którymi  wiedzie  trasa.

https://www.facebook.com/events/580530035350238/651144241622150/?notif_t=plan_mall_activity

21 wrzesień 2013 - Księża Góra (grzybobranie)


 Aż  kusi,  by  dodać:  i  tylko  grzybów  brak...  Niestety  w  przeciwieństwie  do  poprzedniego  roku,  rok  2013  nie  obfitował  w  okazy  jadalne  i  tym  razem  kosze  i  plecaki  wróciły  do  domów  prawie  puste.  Na  pocieszenie  udało  się  uchwycić  kilka  ładnych  widoków  i  napotkanych  po  drodze  małych  gospodarzy  lasu.  A  droga  wiodła  nie  przez  góry  wysokie,  lecz  w  Beskidzie  Wyspowym,  z  miejscowości  Wiśniowa  szlakiem  na  Księżą  Górę,  wznoszącą  się  na  649 m.n.p.m.  Księża  Góra  należy  do  pasma  Ciecienia,  na  jej  wierzchołku  usytuowana  jest  wieża  widokowa  -  akurat  w  czasie  naszej  wędrówki  nieczynna  z  powodu  kiepskiego  stanu  konstrukcji  i  zagrożenia  zawaleniem.  Znów  na  pocieszenie  :)  obok  wieży  znajduje  się  kilka  ławeczek,  na  których  można  przysiąść  i  delektować  się  ciszą.  Jest  też  mały  ołtarzyk.
 Widoki  z  wieży  nie  są  bardzo  okazałe,  gdyż  sporo  zasłaniają  korony  drzew,  jednak  w  złotawych,  jesiennych  barwach  i  ten  "liściasty  parawan"  ma  swój  urok.  Panoramy,  które  można  zobaczyć  przy  dobrej  pogodzie  to  pasmo  Lubomira  i  Łysiny.
 Tutaj  trochę  zdjęć  z  dwóch  ostatnich  lat  -  dla  zachęty,  gdyby  ktoś  miał  ochotę  na  taki  bardziej  dynamiczny  spacer.  No  i  cóż,  nam  pozostaje  poczekać  do  jesieni  i  po  raz  kolejny  spróbować  zapełnić  koszyki.  :)

ZDJĘCIA


05 wrzesień 2013 - Starorobociański Wierch (Kończysty i Trzydniowiański Wierch)



 Podążając  za  wspomnieniami,  tym  razem  docieramy  na  2176  m.n.p.m.  i  Starorobociański  Wierch  -  najwyższy  szczyt  Tatr  Zachodnich,  położony  we  fragmencie  grani  Tatr  oddzielającym  polską  Dolinę  Starorobociańską  od  słowackiej  Doliny  Raczkowej.  Nazwę  swoją  zawdzięcza  pasterzom  liptowskim  i  juhasom  z  Hali  Stara  Robota,  którzy  niegdyś  wypasali  owce  na  zboczach  szczytu  i  w  prowadzących  ku  niemu  dolinach.  Hala  zaś  swą  nazwą  nawiązuje  do  starych,  nieczynnych  wyrobisk  zlokalizowanych  na  jej  obszarze  w  Banistym  Żlebie  i  będących  pozostałością  XVIII - wiecznego  (a  ponoć  i  jeszcze wcześniejszego)  procesu  wydobywania  tutaj  rudy  żelaza.
 Wędrówka  na  Starorobociański  Wierch  była  wędrówką  samotną  [bardziej  pasuje,  choć  gorzej  brzmi  "solową",  bo  samotna  się  w  Tatrach  nie  czuję]  i  zrodziła  się  z  zauroczenia  tatrzańską  jesienią  oraz  chęci  poznania  kolejnego  fragmentu  Tatr.  O  jesieni  tatrzańskiej  słów  więcej  w  kolejnej  relacji,  a  tymczasem  subiektywne  [lecz  poparte  foto-dowodami :)]  stwierdzenie,  iż  jest  ona  jednym  z  piękniejszych  obrazów  natury  i  najlepszą  porą  na  poznawanie  Tatr  Zachodnich,  jeśli  ktoś  poza  nabijaniem  kilometrów  na  szlaku,  lubi  zachwycić  się  tym,  co  wokół  niego  i  przystanąć,  popatrzeć.  A  jest  na  co,  bo  zwłaszcza  przy  słonecznej  pogodzie  ze  zboczy  i  grani  wydobywają  się  różne  odcienie  rudości  -  od  płowiejącej  po  ognistą.  Pięknie  to  kontrastuje  z  błękitem  nieba.
Trasa,  którą  wybrałam,  wiodła  z  Doliny  Chochołowskiej  przez  Dolinę  Starorobociańską  i  Przełęcze:  Siwą,  Raczkową  i  Gaborową.  Niedaleko  za  Polaną  Starorobociańską,  ale  po  drugiej  stronie  potoku  znajduje  się  Polana  Dudówka,  na wprost  której  można  jeszcze  zauważyć  pozostałości  ścieżki  prowadzącej  kiedyś  ku  zachodniemu  stokowi  Ornaku  i  kopalni  miedzi,  srebra  i  pirytu.  Podążając  szlakiem  dalej,  w  stronę  Starorobociańskiej  Równi,  po  prawej  stronie  oglądam  Trzydniowiański  Wierch  i  Kończysty,  po  lewej - pasmo  ornaczańskie.  A  w  końcu  i  cel  wędrówki  -  Starorobociański  Wierch.  Z  Siwych  Turni  bardzo  dobrze  widoczne  są  Wielkie  Jamy  -  strome  urwisko  opadające  w  kierunku  Zagonów  w  Dolinie  Starorobociańskiej.  Na  wierzchołek  wchodzę,  przechodząc  przez  Raczkową  Przełęcz  [z  widokiem  na  Liliowy  Upłaz]  i  dalej  główną  granią.  Ze  Starorobociańskiego  Wierchu  spoglądam  na  słowackie  Doliny  Raczkową  i  Gaborową,  na  Tatry  Zachodnie  z  Błyszczem  na  pierwszym  i  pasmem  Czerwonych  Wierchów  na  drugim  planie,  na  Tatry  Wysokie  w  tle.  Pomiędzy  Starorobociańskim  Wierchem  i  Kończystym  znajduje  się  ciekawy  w  rzeźbie  rów  tektoniczny,  który  mijam  wracając  do  Doliny  Chochołowskiej  przez  Kończysty  Wierch  i  w  dalszej  kolejności  przez  Trzydniowiański,  aż  do  Polany  Trzydniówki.
Cała  trasa  [w  moim  odczuciu]  należy  do  łatwych  i  przyjemnych,  choć  nie  najkrótszych.  Długodystansowcom  powinna  się  spodobać.  :)

ZDJĘCIA


środa, 21 maja 2014

11 sierpień 2013 - Szpiglasowy Wierch



 Zapraszamy  Was  w  Tatry  Wysokie.  Tym  razem  szlakiem  wiodącym  znad  Morskiego  Oka  udaliśmy  się  na  sięgający  2172  m.n.p.m.  Szpiglasowy  Wierch,  który  obecną  nazwę  otrzymał  w roku  1951,  a  wcześniej  znany  był  jako  Gruby  Wierch.
 Ocena  trudności  trasy  to  kwestia  indywidualna  -  w  dużej  mierze  wynikająca  z  dotychczas  zdobytego  doświadczenia  górskiego,  kondycji,  a  nawet  gustu  -  jednak  w  naszym  odczuciu  jest  to  szlak  przyjemny,  pozbawiony  znacznej  ekspozycji  i  już średnio  zaprawionym  piechurom  nie  powinien  sprawić  trudności.  A  naprawdę  warto  poznać  ten  fragment  naszych  Tatr.  Wędrując  spokojnym,  równym  tempem  można  podarować  mięśniom  porcję  ruchu,  a  równocześnie  podziwiać  wspaniałe  widoki,  rozpościerające  się  ze  szlaku  na  różne  partie  i  regiony  tatrzańskie  -  m.in.  Dolinę  Pięciu  Stawów  Polskich,  Dolinę  Ciemnosmreczyńską  i  Dolinę  Koprową.  Oczywiście  im  wyżej  się  znajdujemy,  tym  wokół  nas  jest  piękniej.  O czym  możecie  przekonać  się  sami,  oglądając  fotorelację  zamieszczoną  poniżej.  :)

piątek, 24 stycznia 2014

19 - (20) 21 lipiec - VII Wyrypa Beskidzka - relacja

Letnia  edycja  Wyrypy  Beskidzkiej  udana  była  dla  wszystkich  jej  uczestników,  jednak  niektórzy  z  nich  pokazali,  że  dla  chcącego  (?)  nic  trudnego i  nawet  najbardziej  misternie  ułożony  plan  można  przegibać... :) A  to  za  sprawą  wydarzeń  spod  Przełęczy  Przegibek,  o  czym  poniżej.

Na  starcie  w  Zwardoniu  stanęliśmy  w  dość  licznym  składzie,  który  reprezentowany  był  także  przez  dwa  sympatyczne  czworonogi  -  Airona  i  Nikitę.  Pewien  etap  trasy  przeszliśmy  wspólnie,  potem  grupa  podzieliła  się  na  mniejsze  podzespoły,  by  każdy  mógł  iść  w  tempie,  jakie  mu  odpowiadało.
Po  drodze  zdarzało  nam  się  spotykać  komary,  dla  których  -  ku  naszej  radości  -  nie  stanowiliśmy  jednak  wymarzonego  towarzystwa,  co  zawdzięczaliśmy  skutecznie  działającym  aerozolom  zapachowym.
Nieopodal  Przełęczy  Przegibek  postanowiliśmy,  że  nasza  trójka  robi  kilkugodzinną  przerwę  na  sen,  by  zaraz  po  wschodzie  słońca  ze  świeżą  energią  wyruszyć  w  dalszą  drogę.  Po skonsumowaniu  pierogów  z  jagodami  ułożyliśmy  się  na  ławkach,  gotowi  do  drzemki.  Najwięcej  energii  odzyskała  Julka  zanurzona  w  swoim  śpiworze,  której  nie  przeszkadzały  nawet  odgłosy  burzy  przechodzącej  gdzieś  obok.  Ci,  którym  nie  chciało  się  za  bardzo  obciążać  plecaków  i  zostawili  śpiwory  w  samochodzie  w  Zwardoniu,  mieli  okazję  przekonać  się,  że  lenistwo  nie  popłaca,  a  podwójna  warstwa  odzieży  i  folia  termiczna  są  rozwiązaniem  awaryjnym,  nie  komfortowym.  Najgorzej  nie  było,  ale  sen  mieliśmy  przerywany  rześkością  powietrza.

Gdy  niebo  zaczęło  zmieniać  barwę  z  granatowego  na  niebieską,  zwinęliśmy  nasz  mały  obóz  i  wyruszyliśmy  w  dalszą  drogę  z  zamiarem  zjedzenia  śniadania  w  bacówce  PTTK  na  Wielkiej  Rycerzowej,  od  której  dzieliło  nas  1,5h  marszu.  Nie  wiedzieliśmy  jeszcze,  że  na  rozstaju  szlaków,  przy  tablicy  informacyjnej,  podążymy  szlakiem  czerwonym,  ale  w  zupełnie  przeciwnym  kierunku,  bo  "co będziecie czytać? chodźcie, chodźcie,  później  poczytacie" :)  [tutaj  pozdrawiam  Janka :)]
Śniadanie  zjedliśmy  prawie  3h  od  pobudki,  w  schronisku...  na  Wielkiej  Raczy.  Smakowało  nam  dwa  razy  bardziej,  niż  to,  które  mielibyśmy  zjeść  zgodnie  z  wcześniejszym  zamiarem.
Wiedząc  już,  dokąd  dotarliśmy  i  mając  do  wyboru  dwie  drogi,  by  w  jakikolwiek  sposób  przybliżyć  się  do  celu  naszej  Wyrypy,  od  którego  byliśmy  znacznie  oddaleni,  jednogłośnie  zdecydowaliśmy,  że  możemy  iść  każdą  drogą,  byle  tylko  nie  wracać  tym  samym  czerwonym  szlakiem,  który  nas  do  Wielkiej  Raczy  przywiódł.  Zdecydowaliśmy  się  improwizować  dalej  i  podążyliśmy  żółtym  szlakiem  do  Rycerki  Górnej  Kolonii,  a  stamtąd  do  Rycerki  Dolnej,  gdzie  byliśmy  już  całkiem  rozbawieni  naszą  sytuacją i  skąd  skontaktowaliśmy  się  z  naszą  Kasią  [pozdrawiam  Kasię :)],  która  przesłała  nam  rozpiskę  punktów,  do  których  powinniśmy  podążać  już  zgodnie  z  planem  Wyrypy.
W  Rycerce  wsiedliśmy  do  busa,  dojechaliśmy  do  Rajczy  i  stamtąd  pieszo  wyruszyliśmy  do  Kręcichwostów,  by  trafić  na  szlak  żółty,  który  przez  Halę  Redykalną  zaprowadził  nas  do  schroniska  na  Halę  Lipowską.  W  schronisku  zjedliśmy  pyszną  zupę  pomidorową  i  czerwonym  szlakiem  powędrowaliśmy  ku  Hali  Miziowej,  skąd  blisko  już  było  do  naszego  celu.
W  bazie  na  Polanie  Górowej  spotkaliśmy  część  grupy,  z  którą  wyszliśmy  ze  Zwardonia,  posiedzieliśmy  przy  ognisku  i  razem  udaliśmy  się  w  drogę  powrotną  do  domów.

ZDJĘCIA


środa, 17 lipca 2013

ZAPRASZAMY - VII Wyrypa Beskidzka 19 - (20) 21 lipiec (dwa dystanse długości trasy)

W  najbliższy  weekend  zapraszamy  do  udziału  w  kolejnej  edycji  Wyrypy  Beskidzkiej,  imprezie  dla  miłośników  górskich  krajobrazów  i  długich  pieszych  dystansów,  której  pomysłodawcą  jest  Marek  Bytom  z  katowickiego  Klubu  Namaste.
Po  raz  pierwszy  w  historii  letniej  Wyrypy  uczestnicy  mogą  zmierzyć  się  z  dwiema  trasami  do wyboru  -  tradycyjną  już  dłuższą  (100 km)  lub  krótszą  (50 km),  która  powstała  przede  wszystkim  z  myślą  o  tych,  którzy  po  raz  pierwszy  będą  zmagać  się  z  wyrypowym  wyzwaniem.
Do  podjęcia  próby  zachęcamy  wszystkich  chętnych  tym  bardziej,  że  pierwsze  50 km  szlaków  jest  wspólne  dla  obu  dystansów,  więc  w  trakcie  pokonywania  kolejnych  etapów  wędrówki  każdy  może  zdecydować  o  kontynuacji  lub  zakończeniu  swojego  marszu.
Wyrypa  Beskidzka  jest  wydarzeniem  rekreacyjnym,  bez  typowo  sportowej  rywalizacji  "na  czas"  -  jej  ideą  jest  propagowanie  aktywnego  spędzania  czasu  wolnego  i  zachęcenie  każdego  uczestnika  do  zmierzenia  się  z  samym  sobą  w  otoczeniu  pięknej  beskidzkiej  przyrody.  Nie  ma  tutaj  przegranych,  nawet  jeżeli  ktoś  nie  ukończy  przewidzianego  dystansu.  Każdy,  kto  wyruszy  ze  Zwardonia,  jest  już  zwycięzcą,  ponieważ  podejmuje  próbę.


Kilka  podstawowych  informacji  organizacyjnych:

*  początek  marszu  w  piątek  19  lipca  o  godz.  20:00  z  PKP  Zwardoń
*  meta  dla  dystansu  100 km  znajduje  się  na  Hali  Górowej  i  trzeba  tutaj  dojść  [dopełznąć  lub  doczołgać  się :)]  najpóźniej  w  niedzielę  21 lipca  do  godz. 12:00  (na  pokonanie  100 km  trasy  jest  więc  40 godzin)
*  meta  krótszego dystansu  50 km  także  znajduje  się  na  Hali  Górowej  i  trzeba  się  na  niej  pojawić najpóźniej  w  sobotę  20 lipca  do  godz. 20:00  (na  pokonanie  50 km  trasy  uczestnicy  mają  24 godziny)
*  udział  w  Wyrypie  jest  bezpłatny  i  jedynie  na  miejscu  startu  uczestnicy  zainteresowani  otrzymaniem  na  mecie  posiłku,  herbaty,  wrzątku  uiszczają  składkę  w  wysokości  10 zł.  [warto  te  10 zł  przekazać  organizatorom,  ponieważ  na  mecie  rzeczywiście  czeka  gorąca  herbata,  miejsce  do  rozbicia  namiotu,  miejsce  przy  ognisku  i  stole;  podczas  ubiegłorocznej  edycji  czekały  rewelacyjne  kanapki  ze  świeżym  serkiem,  pomidorem, ogórkiem  i  cebulką  na  świeżym  chlebie,  których  smak  pozostał  w  pamięci  do  dziś :) Mam  nadzieję,  że  w  tym  roku  też  będą  i  że  dotrę  do  mety,  aby  je  zjeść :)  Każda  motywacja  jest  dobra ;)] 
*  udział  w  Wyrypie  należy  zgłosić  Markowi  Bytom,  który  przesyła  każdemu  uczestnikowi  regulamin  imprezy  i  wpisuje  na  listę  uczestników.  Więcej  szczegółowych  informacji  można  również  uzyskać  od  Marka.  Kontakt  z  Markiem  można  nawiązać  poprzez  stronę  Wyrypy,  którą  stworzył: https://www.facebook.com/events/378816292236187/?ref=3


Poniżej  poglądowa  trasa  tegorocznej  letniej  Wyrypy  (wg rozpiski  organizatora):

Zwardoń (start) - Rachowiec - Sól - Praszywka - Bendoszka - Przegibek - Rycerzowa - Ujsoły - Zagroń - Lipowska - Rysianka - Miziowa - Hala Górowa (tutaj następuje meta krótszego i kontynuacja dłuższego dystansu) - Miziowa - Glinne - Przełęcz Głuchaczki - Mędralowa - Lachów Groń - Koszarawa - Lasek - Przyborów - Korbielów - Hala Górowa (meta dłuższego dystansu)

Mapki  z  wykazem  szlaków,  którymi  będą  podążać  Wyrypowicze  -  przygotowałam  dla  obu  dystansów  osobne:

DYSTANS  50km


DYSTANS  100km


W  imieniu  Marka  i  naszym  zapraszamy  do  wzięcia  udziału.  Do  zobaczenia  na  szlaku :)

9 czerwiec - Świnica

Są  szczyty,  które  przywołują  pewne  refleksje.  Są  szczyty,  przy  których  „przystajemy”  –  z  różnych  powodów.  Jednym  z  takich  szczytów  –  przystanków  jest  dla  mnie  Świnica.  Myśląc  o  Świnicy,  zawsze  myślę  też  o  tych,  dla  których  była  ona  ostatnim  szczytem,  na  który  weszli  lub  chcieli  wejść,  a  z  którego  nie  powrócili.  Jest  to  taka  osobista  zaduma  przyprawiona  żalem,  w  sposób  specyficzny  związana  z  tym  właśnie  szczytem  –  mocno  zespolona  z  ogromną  pokorą  wobec  tej  góry.  Z  pokorą  nieco  inaczej  odczuwalną  niż  wobec  pozostałych  tatrzańskich  szczytów  –  bardziej  wyciszoną,  niepodważalną,  zawierającą  pewien  aspekt  posłuszeństwa  świnickiej  skale.
Myśli  te  w  dużej  mierze  mają  swe  źródło  w  tym,  że  zdarzały  się  okresy,  gdy  miesiąc  w  miesiąc  Świnica  zabierała  człowieka,  jakby  domagając  się  ofiary  za  udostępnienie  się  człowiekowi.  I  tutaj  rodzą  się  pytania:  czy  można  stwarzać  taką  ideologię,  że  to  góra  wystawia  rachunek  za  obecność  człowieka  na  niej?  Czy  wolno  człowiekowi  górę  oskarżyć  o  śmierć  drugiego  człowieka?  Czy  to  nie  człowiek  od  pierwszego  kroku  swojej  wędrówki,  działając  wg  własnej  woli,  w  sposób  bezsłowny  deklaruje  poniesienie  wszelkich  kosztów  związanych  z  jego  obecnością  na  danej  górze?  Są  to  pytania,  które  czasami  sobie  zadaję  –  pytania  czysto  egzystencjalne,  nie  mające  na  celu  oceny  lub  wskazania  „winnego”  wypadkom  i  śmierciom  poniesionym  w  górach.

Nie  spieszyłam  się  z  wejściem  na  szczyt  Świnicy,  choć  był  to  od  pewnego  czasu  określony  cel  do  zrealizowania.  Ale  musiał  wykiełkować  i  dojrzeć  na  drodze  moich  wewnętrznych  rozmów  z  górą.  Tak  więc  ta  nasza  lipcowa  wędrówka  ku  szczytowi  była  dla  mnie  swego  rodzaju  zawierzeniem  górze  i  pozwoleniem  jej,  by  wprowadziła  mnie  na  swój  wierzchołek  i  sprowadziła  z  niego.
Szlak,  którym  wędrowaliśmy,  nie  był  szczególnie  trudny,  jednak  odcinek  podszczytowy,  z  zabezpieczeniem  łańcuchowym,  wymagał  sporego  skupienia  się  i  uwagi  ze  względu  na  dużą  ekspozycję.  Najbardziej  wymagający  etap  naszej  wędrówki  okazał  się  etapem  najpiękniejszym,  wręcz  graniczącym  z  mistycznością.  Wspaniałe  jest  uczucie  jedności  ze  skałą,  gdy  stan  skupienia  myśli  jest  tak  silny,  że  w  pewnym  momencie  w  świadomości  człowieka  istnieje  tylko  skała,  łańcuch  i  przesuwające  się  po  nim  ręce,  a  wszystko  inne,  które  przecież  jest  wciąż  obok  człowieka  i  w  człowieku,  przestaje  być  dostrzegalne  i  odczuwalne  –  odchodzi  jakby  gdzieś  w  inną  przestrzeń.  Nawet  pojęcie  czasu  przestaje  istnieć  –  jest  tylko  tutaj  i  teraz.  Subiektywnie  pokuszę  się  stwierdzić,  iż  w  kwestii  emocjonalnej,  podczas  obecności  człowieka  w  górach  i  jego  działalności  w  skale,  nie  ma  nic  piękniejszego  od  uczucia  współistnienia  z  tą  skałą  i  miejscem,  w  którym  się  jest.

Spotkanie  ze  Świnicą  było  dla  nas  spotkaniem  szczęśliwym  –  prowadziło  nas  słońce,  które  skłoniło  co  niektórych  do  nabycia  świeżej  opalenizny.  :)
Pojedyncze  chmury  i  płaty  zalegającego  w  żlebach  śniegu  malowały  obrazy  kontrastujące  z  letnią  zielenią  i  błękitem  nieba.  W  drodze  do  schroniska  Murowaniec,  wspaniale  zaprezentował  się  nam  Kościelec  –  z  właściwą  sobie  godnością  i  strzelistością  przyciągał  uwagę,  wynurzając  się  zza  Małego  Kościelca.  Śniadanie  zjedliśmy  przy  stołach  pokrytych  wzorami,  jakie  utworzyły  zaschnięte  na  blatach  krople  deszczu.  Zrelaksowani  i  syci  wyruszyliśmy  ku  celowi  naszej  wędrówki  –  towarzyszył  nam  wiatr  w  postaci  mniejszych  i  większych  podmuchów.  Na  szczycie  Świnicy  dobrze  zaopatrzone  Dziewczyny  odpaliły  bombę  witaminową,  jaką  przyniosły  w  plecakach  –  zdjęcia  mówią  same  za  siebie,  z  sałatki  najbardziej  ucieszył  się  Janek.  Konsumpcja  i  podziwianie  widoków  ze świnickiego  szczytu  nie  trwały  niestety  zbyt  długo,  gdyż  nadciągające  chmury  i  wzmagający  się  wiatr,  zmusiły  nas  do  przyspieszonego  zejścia  ze  szczytu.  Na  odcinku  łańcuchów  matka  natura  postanowiła  pokazać  nam,  że  poza  tym,  co  już  tego  dnia  widzieliśmy,  przygotowała  dla  nas  także  trochę  gradu.  Na  szczęście  w  porę  zreflektowała  się,  że  w  zupełności  wystarczyły  nam  widoki  ze  szczytu,  by  docenić  jej  piękno  i  siłę,  i  dalszą  drogę  odbyliśmy  już  przy  dobrej  pogodzie.

ZDJĘCIA