czwartek, 2 maja 2013

21 kwiecień 2013 - Chochołowskie krokusy i Grześ

Krótkim  wspomnieniem  z  kwietniowej  wędrówki  przez  krokusowe  szlaki  oficjalnie WITAMY  WIOSNĘ  na  naszym  blogu :) 

Relację  z  wyjazdu  będzie  można  przeczytać  po  weekendzie  "majówkowym",  a tymczasem  zapraszam  do  obejrzenia  zdjęć.

ZDJĘCIA

wtorek, 30 kwietnia 2013

31 marzec - 2 kwiecień 2013 - Wysokiego Alleluja, czyli Wielkanoc Tatrzańska

Poza  aspektem  religijnym,  święta  w  naszej  tradycji  uważane  są  za  czas  rodzinny,  spędzany  w domach  z  najbliższymi  i  odwiedzaniu  bliższych  i  dalszych  krewnych,  przyjaciół.  My  postanowiliśmy  odwiedzić  w  tym  czasie  także  naszych  przyjaciół  skalnych,  choć  pokrytych  jeszcze  grubą  warstwą  śniegu  i  udaliśmy  się  w  Tatry.  Wyjazd  ten  możemy  uznać  za  udane  połączenie  idei  Świąt  i  przyjemnego  odpoczynku  poza  domami  -  jak  się  okazało,  jedno  nie  wyklucza  drugiego  i  da  się  ze  sobą  pogodzić  tak,  by  i  dla  bliskich  pozostających  w domach  tego  świątecznego  czasu  nie  zabrakło. A  teraz  słów  kilka  o  naszej  Wielkanocy,  którą  spędziliśmy  w  schronisku  w  Dolinie  Roztoki.  (Przy  okazji  pochwała  dla  schroniska  za  schludność  i  przyjemne,  kameralne  warunki  pobytu.)

Bohaterem  pierwszego  planu  zostało  jajko,  które  w  pisankę  zamienił  Sławek,  odkrywający  w  sobie  talent  artystyczny.  Tak  nam  się  to  rękodzieło  Sławka  spodobało,  że  żadne  z  nas  nie  chciało  go  zjeść  -  takim  to  sposobem  owe  jajko  spędziło  z  nami  Święta,  zachowując  swą  urokliwą  skorupkę. :)
Pobyt  w  Roztoce  rozpoczęliśmy  niedzielnym  wieczorem  od  miłych  rozmów  przy  kolacji.  Świąteczny  nastrój  podtrzymywały  wielkanocne  potrawy,  które  przywieźliśmy  ze  sobą.  Była  to  ciężka  próba  dla  naszych  brzuchów,  które  poza  pokaźną  ilością  jedzenia  musiały  zmierzyć  się  z  równie  pokaźną  ilością  śmiechu,  co  dzielnie  zniosły.
Pierwszego  dnia  pobytu  udaliśmy  się  spacerowym  tempem  nad  Morskie  Oko  -  wybór  szlaku  dostosowaliśmy  do  pogody,  a  słońce  w  tym  dniu  najwyraźniej  postanowiło  odpocząć  i  nie  oświetlało  nam  drogi.  Warunki  do  wędrowania  nie  były  jednak  złe,  gdyż  nie  przyłączył  się  do  nas  ani  wiatr  ani  padający  śnieg  -  szło  nam  się  o  tyle  przyjemnie,  że  prawie  pustym  szlakiem,  w  ciszy  i  w  otoczeniu  tatrzańskiej  przyrody.
Drugiego  dnia  powitała  nas  piękna,  słoneczna  pogoda,  zachęcając  do  wyruszenia  Doliną  Roztoki  i  czarnym  szlakiem  do Doliny  Pięciu  Stawów  Polskich. Wspaniale  mieniły  się  w promieniach  słońca  gałęzie  drzew  zamknięte  w  lodzie,  więc  nie  żałowaliśmy  czasu  na  przystawanie  i  przyglądanie  się  im.  W  schronisku  w  Dolinie  Pięciu  Stawów  zjedliśmy  drugie  śniadanie,  po  czym  udaliśmy  się  w  kierunku  szlaku  na  Kozi  Wierch.  I  właśnie  tutaj  dwoje  z  naszej  trójki  uległo  błogiemu  lenistwu  i  przysiadło  przy  "szlakowskazie",  wygrzewając  się  w  słońcu  i  pozostawiając  ratowanie  honoru  zespołu  Sławkowi,  który  wyruszył  w  dalszą  drogę  i  dotarł  co  najmniej  do  połowy  stoku  Koziego  Wierchu.  Po  powrocie  Sławka  ulżyliśmy  plecakom,  zjadając  resztę  ciast  i  jeszcze  spoglądając  za  siebie,  skierowaliśmy  się  ku  schronisku  i  dalej czarnemu  szlakowi,  który  szlakiem  zielonym  poprowadził  nas  do  naszej  bazy  w  Dolinie  Roztoki.  Tutaj  dobiegał  końca  nasz  wielkanocny  czas  spędzany  z  Tatrami  i  rozpoczynał  się  powrót  do  domów.  We  wspomnieniach  trwał  on  jednak  nadal.

ZDJĘCIA

sobota, 27 kwietnia 2013

10 marzec 2013 - Zawrat

Marcowe  wejście  na  Zawrat  rozpoczęliśmy  dość  często  uczęszczaną  przez  nas  tej  zimy  trasą, mianowicie  żółtym  szlakiem  prowadzącym  z  Kuźnic  do  schroniska  w  Murowańcu.  Niestety  pogoda  postanowiła  nas  tym  razem  nie  rozpieszczać  i  podczas  całej  wędrówki  słońce  wyjrzało  zza  chmur  zaledwie  kilka  razy,  po  czym  na  dobre  się  za  nimi  ukryło.  Brak  widoku  pięknych  tatrzańskich  panoram  Panowie  postanowili  zrekompensować  sobie  widokiem  tego,  co  znajdowało  się  w  zasięgu  ich  oczu  i  rąk  -  zaglądając  do  pudełka,  w  którym  wędrowały  z  nami  rurki  z  kremem.  Rurkom  nie  udało  się  dotrzeć  do  Murowańca  -  zniknęły  w  rejonie  Karczmiska.  My  natomiast  do  schroniska  dotarliśmy,  zjedliśmy  syte  śniadanie  i  ustaliwszy  dalszy  przebieg  wędrówki,  podzieliliśmy  się  na  dwa  zespoły,  z  których  jeden  wyruszył  ku  Zawratowi,  a  drugi  podążył  tą  samą  drogą  ku  Czarnemu  Stawowi  Gąsienicowemu.
Droga  na  Zawrat  nie  sprawiała  problemów  i  aż  do  Zmarzłego  Stawu  była  nawet  przyjemna.  Bardziej  uciążliwa stała  się  na  odcinku  od  Zmarzłego  Stawu  przez  Zawratowy  Żleb,  gdzie  mimo  początkowo  dobrze  wybitych  w  śniegu  stopni,  zaczęliśmy  tracić  dobrą  widoczność  i  pięliśmy  się  w  kierunku  szczytu  trochę  "na  czuja",  mając  zasięg  widoczności  50 - 30 metrów.  Na  wysokości  Mylnej  Przełęczy  minęło  nas  kilku  zjeżdżających  Zawratowym  Żlebem  skiturowców  i  od  tego  momentu  nie  spotkaliśmy  już  przed  nami  nikogo.  Na  wysokości  Zawratowej  Turni  skończyły  się  także  wydeptane  stopnie  i  dalszy  odcinek  drogi  pokonywaliśmy  już  bez  żadnych  taryf  ulgowych.  Przed  zejściem  założyliśmy  raki, a następnie  udaliśmy  się  w  drogę  powrotną  do  Murowańca,  gdzie  czekał  na  nas  drugi  zespół.  Do  Kuźnic  wróciliśmy,  podążając  szlakiem  niebieskim.

ZDJĘCIA

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

KROKUSY

W poniedziałek - dzwoniłem do schroniska na Chochołowskiej Polanie i miła pani poinformowała mnie, że już ok 15% polany jest pokrytej krokusami - do niedzieli będzie ich zdecydowanie więcej!!!

Termin 21 kwietnia wydaje się być niezagrożony!!!!

Proszę w komentarzach pisać kto się wybiera !

sobota, 30 marca 2013

Chochołowskie Krokusy

Życząc wszytkim czytelnikom i znajomym ze szlaków Wesołych Świąt (choć nie wiem jakich), mam
 pytanie.
Czy ktoś już pilnuje kwitnienia Krokusów i planuje datę wyjścia na Krokusy na Polanie Chochołowskiej?
Mam nadzieję że jeszcze nie kwitną (zima znów przyszła).
Ale około połowy kwietnia będę już na tyle miał sił po operacji, że wreszcie dołączę do Górołazów.

Bardzo się Cieszę, że Magda tak pięknie pisze i blog nie umarł.


Pozdrawiam Rafał Duży.

piątek, 29 marca 2013

23/24 luty 2013 – Wyrypa Beskidzka, edycja zimowa

Była  to  właściwie  I  Samozwańcza  Zimowa  Wyrypa  Beskidzka,  gdyż  odbyła  się  ona  bez  udziału  pomysłodawcy  i  organizatora  cyklu  Wyryp,  Marka  Bytom  z  katowickiego  klubu  Namaste,  który  na  kilka  dni  przed  wyznaczonym  terminem  odwołał  wydarzenie,  za  przyczynę  podając  „bardzo  trudne  warunki  na  beskidzkich  szlakach”.  Na  osobę  Marka  została  już  pchnięta  fala  ocen  i  krytyki,  więc  swojej  kropli  do  tej  fali  nie  dodam.  Jako  pomysłodawca  i  organizator  miał  prawo  podjąć  taką  decyzję  i  ją  podjął.  My  podjęliśmy  własne  decyzje  i  postanowiliśmy  jednak  na  trasę  Wyrypy  wyruszyć,  spontanicznie  i  niezależnie  od  siebie  formując  grupę  kilkudziesięciu  osób,  które  zgodnie  z  planem  stawiły  się  na  starcie,  by  zmierzyć  się  zarówno  z  zimowymi  warunkami  na  beskidzkich  szlakach  jak  i  z  sobą  samym.

Ideą  Wyrypy  Zimowej  jest  przejście  dystansu  50-ciu  km  w  czasie  26-ciu  godzin  wyznaczoną  wcześniej  trasą,  która  wiedzie  beskidzkimi  szlakami.  Pierwsi  uczestnicy  Wyrypiarze  –  Samozwańcy  pojawili  się  w  miejscu  startu,  czyli  Chacie  na  Zagroniu  już  wczesnym  sobotnim  rankiem.  Kolejni  (m.in.  nasza  czwóreczka)  meldowali  swoją  gotowość  do  wyruszenia  troszkę  później,  a  przed  południem  wszyscy  uczestnicy  znajdowali  się  już  na  szlaku.
Trasa  tegorocznej  zimowej  edycji  rozpoczynała  i  kończyła  się  we  wspomnianej  Chacie  na  Zagroniu,  skąd  żółtym  szlakiem  wiodła  przez  Lipowską  na  Rysiankę.  Następnie  szlakiem  czerwonym  na  Trzy  Kopce  i  dalej  niebieskim  na  Krawców  Wierch.  Tutaj  znów  pojawiał  się  kolor  żółty,  który  prowadził  nas  przez  Glinkę  i  Soblówkę  do  szlaku  czarnego,  a  ten  z  kolei  do  schroniska  na  Rycerzowej.  Stąd  droga  wiodła  przez  Kotarz,  Muńcuł  i  Ujsoły,  a  z  nich  już  niedaleko  było  do  osiągnięcia  mety,  na  którą  kierowaliśmy  się  szlakiem  czarnym.

Pogoda  była  dla  nas  dość  łaskawa,  choć  niestety  słońce  zza  chmur  wyjrzało  tylko  raz  na  krótką  chwilę  i  po  raz  kolejny  już  się  nie  pokazało.  Podczas  marszu  było  nam  jednak  ciepło  i  kolejne  warstwy  odzieży  trafiały  do  plecaków.  Od  czasu  do  czasu  wiał  wiatr,  a  momentami  przypominał  nam  o  sobie  także  padający  śnieg,  Ogólnie  jednak  warunki  pogodowe  nie  były  złe  i  nie  utrudniały  nam  wędrowania  w  sposób  ciągły.  Z  warunkami  terenowymi  bywało  różnie,  ale  każdy  kto  wyruszał  na  trasę  Wyrypy,  miał  świadomość  czego  mniej  –  więcej  spodziewać  się  zimą,  więc  większego  zaskoczenia  nie  było.  Przypuszczam,  że  Ci  z  uczestników  beskidzkich  zmagań,  którzy  regularnie  wędrują  po  górach,  nie  raz  doświadczyli  już  warunków  gorszych  lub  nawet  spartańskich.
Szlaki,  którymi  wędrowaliśmy  nie  były  rewelacyjnie  przetarte,  jednak  przedeptane  troszkę  tak  i  raczej  trudno  byłoby  się  zgubić.  Na  temat  uciążliwości  trasy  pojawiłoby  się  tyle  zdań,  ile  osób  ukończyło  Wyrypę  –  jednym  bardziej  dał  się  we  znaki  odcinek  prowadzący  na  Krawców  Wierch,  innym  podejście  na  Rycerzową,  jeszcze  inni  wskazaliby  na  Kotarz  i  Muńcuł,  które  znalazły  się  w  drugiej  połowie  trasy  i  rzeczywiście  były  już  słabo  przetarte.  Ten  etap  wymagał  największego  przekopywania  się  przez  zalegający  śnieg,  którego  raz  mieliśmy  po  kolana,  a  w  pewnym  momencie  prawie  po  pas.  Odcinek  ten  pokonywaliśmy  już  późną  nocą  i  chyba  tutaj  najbardziej  odczuliśmy  też  wietrzną  zadymkę.

Atmosfera  podczas  Wyrypy  pokazała,  że  warto  organizować  takie  wyprawy,  gdyż  biorą  w  nich  udział  ludzie,  którzy  naprawdę  lubią  to,  co  robią  i  czują  klimat  gór.  Ludzie,  dla  których  wysiłek  nie  jest  powodem  do  narzekania,  choć  zapewne  nie  jednemu  Wyrypowiczowi  przeszło  przez  myśl  „mam  dość”,  gdy  wpadł  w  kolejny  śnieżny  dołek  lub  zdzierał  mięśnie  na  podejściu.  Satysfakcja  po  przejściu  tych  50-ciu  kilometrów  jest  jednak  na  tyle  duża,  że  chyba  nikt  kto  je  przeszedł,  nie  powiedziałby,  że  nie  było  warto.
Nam  się  udało  –  w  dobrych  nastrojach,  bez  nieprzyjemności  po  drodze,  bez  uszkodzeń  ciała  i  umysłu. :)
Mam  nadzieję,  że  do  zobaczenia  za  rok  w  tym  samym  a  nawet  większym  składzie. :)

ZDJĘCIA